Strach przed miłością, gdy boisz się pokochać

Kocham cię – odejdź”, „Chcę się zaangażować – nie chcę się wiązać”, „Szukam partnera – nie chcę się z nim spotkać”. Prawdziwa miłość – z jednej strony marzysz o niej, ale boisz się pokochać. Takie sprzeczne komunikaty opisują odczucia osób, które charakteryzuje silny lęk przed bliskością w związku partnerskim. Lęk przed bliskością nie zawsze bywa uświadamiany. Czasami jest racjonalnie tłumaczony: ktoś stwierdza, że bycie Singlem bardziej odpowiada jego stylowi życia, pozwala zrealizować więcej celów. Tymczasem bliska relacja z partnerem jest czymś, czego każdy w głębi duszy pragnie i co przyczynia się do wewnętrznego wzrostu i rozwoju. Nie podobają Ci się już kolory samotności? Uwierz, że prawdziwa miłość istnieje i jest właśnie dla Ciebie.
Szczególnie narażone na strach przed miłością są osoby wychowywane w rodzinach z problemem alkoholowym (tzw. Dorosłe Dzieci Alkoholików) oraz w innego typu rodzinach dysfunkcyjnych. W ich dzieciństwie brakowało często intymności, zrozumienia, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Okazywane im uczucia były ambiwalentne: raz rodzic okazywał im ciepło, zainteresowanie, innym razem odrzucał, ranił. Za zaangażowanie emocjonalne w stosunku do pierwszych bliskich, znaczących osób ludzie ci nie dostawali odpowiedniej nagrody. Stąd w dorosłym życiu może pojawić się lęk przed budowaniem bliskiej więzi z partnerem: lęk, by znów nie zostać oszukanym, odrzuconym. Jeśli byłeś takim dzieckiem, teraz prawdopodobnie boisz się pokochać i nie wierzysz, że prawdziwa miłość istnieje. I tu pada pytanie: jak sobie z tym radzić, kiedy naprawdę szukam partnera? Może właśnie w sieci… Dlaczego warto szukać miłości przez Internet? Internet stał się ogólnodostępny i łatwiej przełamać w nim lęk, niż stając od razu oko w oko. Podczas internetowej rozmowy możesz pokonać nieśmiałość ponieważ współrozmówca Ciebie nie widzi. Dowodzą tego szczęśliwe historie par, które spotkały się w sieci, z niewielką pomocą MyDwoje.pl.
Wychowanie a relacja z partnerem.

Inną grupą ludzi, u których może rozwinąć się lęk przed bliskością, są osoby wychowywane w rodzinach nadopiekuńczych. Jeśli wyrastałeś w takiej rodzinie, bardzo możliwe, że w dorosłym życiu boisz się pokochać. Bywa, że rodzice nadmiernie zaangażowani w opiekę nad swoim dzieckiem starają się przejąć kontrolę nad jego życiem, nie pozostawiając miejsca na jego własne marzenia i plany. Kontrola może być tak dokładna, że nie pozwala na jakąkolwiek intymność. Wówczas dziecko w swoim dorosłym życiu nieświadomie identyfikuje bliską relację z partnerem jako utratę kontroli nad własnym życiem. Miota się pomiędzy dwoma sprzecznościami: postawą szukam partnera i obawą przed zbudowaniem intymnej więzi. Taką osobę charakteryzuje strach przed miłością.
Skąd wiadomo, że boisz się pokochać?

Dla osób, które cechuje lęk przed bliskością charakterystyczne są następujące odczucia i zachowania:

Lęk przed utratą własnego ja: obawa przed tym, że w relacji z partnerem trzeba będzie tłumić własną osobowość, „utracić siebie”. Osoba taka może nie wierzyć, że ktoś zaakceptuje ją taką, jaką jest naprawdę, stąd jej strach przed miłością;
Strach przed porzuceniem: człowiek owładnięty lękiem przed bliskością postrzega związek jako sytuację, w której należy być bez skazy i zaspokajać wszystkie potrzeby partnera. Jeśli się tych warunków nie spełni, partner odejdzie. Obawa przed porzuceniem może być tak silna, że dana osoba woli w ogóle nie angażować się emocjonalnie w związek;
Obawa przed byciem wrażliwym: pozwolenie sobie na wrażliwość, na otwarcie się przed drugim człowiekiem oznacza w odczuciu tych osób utratę kontroli nad własnym życiem;
Obwinianie się o wszystkie niepowodzenia w związku: przekonanie, że zarówno w teraźniejszym jak i w poprzednich związkach ponosi się winę za wszelkie sytuacje trudne, problemowe;
Strach przed zdemaskowaniem: z lękiem przed bliskością łączy się często bardzo niska samoocena. Osoba taka obawia się, że potencjalny partner opuści ją, gdy tylko zorientuje się, jak niewiele jest warta;
Przekonanie, że partner powinien instynktownie spełniać potrzeby, pragnienia i życzenia: jeśli tak nie jest, dana osoba czuje się niekochana, zawiedziona. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że jej pragnienia mogą nie zostać wypełnione, jeśli ich głośno nie zakomunikuje. Nieco naiwnie myśli, że jeśli jest to prawdziwa miłość, partner sam je zgadnie.
Wiara w to, że związek tylko wówczas jest dobry, jeśli brak w nim zupełnie konfliktu lub gniewu. Jeśli jedna z tych rzeczy pojawi się w relacji, człowiek posiadający lęk przed bliskością woli odejść, niż zająć się rozwiązaniem trudnej sytuacji. Osoba taka posiada bowiem przekonanie, że miłość wyklucza odczuwanie złości w stosunku do drugiej strony.

Polecam książkę Janet G. Woititz pt. „Lęk przed bliskością”. Pozycja ta jest dobra zarówno dla osób, które walczą z własnym lękiem przed bliskością, jak i dla tych, których obecny lub przyszły partner zmaga się z tego typu problemem.

Jowita Wójcik, psycholog

wielkanoc

WESOŁYCH ŚWIĄT

Niech cię Pan błogosławi i strzeże.
Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą,
niech cię obdarzy swą łaską.
Niech zwróci ku tobie oblicze swoje
i niech cię obdarzy pokojem
Radosnych Świąt w gronie rodzinnym

SMUTEK

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem,
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej,
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
„Kim jesteś?” Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy,
a blade wargi wyszeptały: „Ja? … Nazywają mnie smutkiem”
„Ach! Smutek!”, zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
„Znasz mnie?”, zapytał smutek niedowierzająco.
„Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
„Tak sądzisz …, zdziwił się smutek, „to dlaczego nie uciekasz przede mną.
Nie boisz się?” „A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka.
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?” „Ja … jestem smutny.”
odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego. „Smutny jesteś …”,
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. „A co Cię tak bardzo zasmuciło?”
Smutek westchnął głęboko.
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
Ileż razy już o tym marzył. „Ach, … wiesz …”, zaczął powoli i z namysłem,
„najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi.
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi
i towarzyszyć im przez pewien czas.
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem.
Boją się mnie jak morowej zarazy.” I znowu westchnął.
„Wiesz …, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać.
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału.
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać.
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez.
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.”
„Masz rację,”, potwierdziła staruszka, „ja też często widuję takich ludzi.”
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. „Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi.
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą.
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy.
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany,
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany.
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem.
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.” Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze,
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
„Płacz, płacz smutku.”, wyszeptała czule.
„Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił.
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam.
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona.”
Smutek nagle przestał płakać.
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
„Ale … ale kim Ty właściwie jesteś?”
„Ja?”, zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko,
jak małe dziecko. „JA JESTEM NADZIEJA!”

KTOŚ OPOWIEDZIAŁ

Nie trać nadziei bo nie jesteś sam.
Ja, twój Bóg jestem z tobą. Nie jesteś
w stanie sobie nawet wyobrazić
jak potężne procesy powołałem
do życia w twojej intencji.

- Tam gdzie kończy się nadzieja zaczyna się śmierć! – krzyknęła do swojego pijanego męża Elżbieta!
- Ja już nie mam nadziei! Straciłam ją już dawno temu. Już nie wierzę w nic. Kiedyś polegałam na tobie. Wierzyłam, ze będę miała dobre życie. Kochałam Cię. Chcę odejść stąd. Nie chcę już żyć. Mam dosyć tego ciągłego użerania się z tobą i proszenia cię o to, byś zechciał mi łaskawie dać pieniądze na jedzenie dla dzieci. Wszystko trwonisz na tą wódę!!!
- Cicho kobieto – burknął pod nosem Dariusz.
- Nie będę już cicho. Zrozum, że ja naprawdę mam dość tego odrażającego odoru z Twoich ust. Mam dosyć słuchania od innych o tym, że mnie zdradzasz. Mam dosyć tego ciągłego proszenia się ciebie o pieniądze. Zobacz , zarabiasz prawie dwa tysiące złotych. Wyjaśnij mi proszę, dlaczego dziś dostaliśmy pismo ze spółdzielni o zapłatę zaległego czynszu? – podsunęła mu pisemne ponaglenie z administracji.
- Nie kochany! Nie mówimy o jednomiesięcznej zaległości. To może się zdarzyć każdemu. To bym zrozumiała. Mamy nieopłacony czynsz za 5 miesięcy. A Ty mi mówisz, że płacisz wszystko w terminie. Teraz to ja już rozumiem dlaczego nigdy nie mogłeś mi pokazać książeczki. A to zapomniałeś z radiowozu, a to znowu zostawiłeś w pracy… Wszystko to tylko po to, by ukryć przede mną prawdę.
- Cicho kobieto! – powiedział przez zęby.
- Już tobie powiedziałam, że nie będę cicho. Skończyło się. Ja chcę, byśmy się rozstali. Nie wiem co będzie dalej, ale wiem, że nie może być tak, jak jest teraz.
- No, a jak jest teraz kobieto?!! – wrzasnął zniecierpliwiony.
- Darek – powiedziała do niego czule – popatrz na nas. Popatrz na siebie. Od urodzenia Kornelki ty ciągle schodzisz do piwnicy i tam pociągasz to swoje wińsko. Tyle razy ciebie prosiłam, byś się opamiętał. Byś przestał pić. Ty mówiłeś mi, że się zmienisz, że zrobisz to dla mnie jeśli tylko dam ci jeszcze jedną szansę. Tą ostatnią.
Popatrzyła na męża z politowaniem i powiedziała:
- Czy ty wiesz chociaż ile razy dawałam ci te ostatnie szanse na poprawę. Ile razy godziłam się na to, by tobie przebaczyć, bo prosiła mnie o to Twoja mama. Obiecała mi, że z tobą porozmawia, że otworzy tobie oczy… Dzięki niej miałeś zrozumieć co możesz stracić. Czy zrozumiałeś? Nie!!! Tak naprawdę to przekręciłeś kota ogonem… Naopowiadałeś jej na mnie jakieś niestworzone historie. Powiedziałeś jej o tym, że ja cię zdradzałam. Na jakiej podstawie? Dziś ona mnie obwinia za twój upadek. Ileż to przykrych słów usłyszałam z jej ust pod swoim adresem.
Dariusz zerwał się na równe nogi i chwiejnym krokiem wyszedł z pokoju, Wychodząc chwycił drzwi i trzasnął nimi tak, że umocowana w nich szyba rozleciała się na drobne kawałki. Ubrał się i wyszedł z mieszkania. Oczywiście zamknięcie drzwi odbyło się w taki sposób, że tynk odleciał od ściany.
Elżbieta rozpłakała się. Skryła twarz w dłoniach i szlochając mówiła:
- Boże, powiedz mi za co Ty mnie tak doświadczasz? Co ja Ci zrobiłam?
Oczywiście nikt nie odpowiedział na jej pytanie.
- Czy Ty w ogóle istniejesz? Gdybyś istniał, to wiedziałbyś, że jest mi źle. Gdybyś istniał to byś mi pomógł. Ale Ty mi nie pomagasz… Dlaczego tak jest!?
- Ty wiesz, jak bardzo kochałam swojego męża. A on mi się odpłacił zdradą, obelgą i… Ileż to razy widziałam jak… – żachnęła się z ogromnym bólem – … jak obmacywał inne kobiety na imprezach, na których byliśmy przecież razem. Bo przecież nigdy nie było go przy mnie na takich zabawach. Zostawiał mnie samą… Inni to widzieli i wyrażali swoje zdziwienie, że Darek tak mnie traktował. Tak długo nie chciałam wierzyć w to, co widziały moje oczy. Tak bardzo go kochałam i ufałam mu. Jak tylko był w pobliżu mnie to musiałam się do niego tulić, głaskać go i dotykać. Pragnęłam być przy nim… Tyle niespełnionych marzeń przepadło wraz z chwilą, gdy z całą siłą odepchnął mnie i rzucił na ścianę. Zwymyślał, obrzucił najgorszymi inwektywami. Czy wiesz Boże, że ja się go boję? Ty Ojcze wiesz doskonale jaka jest prawda. Dlaczego więc mnie karzesz?

Elżbieta czuła się osamotniona w swoim cierpieniu. Jedyną bliską osobą, która ją z całego serca popierała była jej starsza córka. Ta dwunastoletnia dziewczynka potrafiła już sama ocenić wagę zdarzeń, których była świadkiem. Kiedyś Magdusia powiedziała do niej:
- Mamo, czy wiesz, co powiedział dziś ksiądz na lekcji religii?
- Nie wiem… Powiesz mi?
- Zapytałam go o to, dlaczego Bóg nie wysłuchuje moich modlitw.
- Jakich modlitw nie wysłuchał Bóg? O co się modlisz córeczko?
- Kiedyś chciałam, by Bóg sprawił, żebyście ty i tatuś nadal byli razem. I Bóg mnie nie wysłuchał. Zrobił wręcz odwrotnie, bo tatuś zrobił się jeszcze gorszy, niż przed moją prośbą. Krzyczy na Ciebie, popycha i mówi do ciebie brzydkie wyrazy… Dlatego teraz proszę Boga, by tata odszedł od nas, by nas zostawił w spokoju.
- I o tym powiedziałaś księdzu na lekcjach?
- Tak.
- I co powiedział ksiądz?
- Powiedział, że Bóg zawsze wysłuchuje naszych modlitw.
- I co o tym myślisz? Zadowoliła ciebie taka odpowiedź?
- Nie, i powiedziałam o tym księdzu. A on mi powiedział, że Bóg w swej nieskończonej mądrości kieruje się wielką miłością do wszystkich istot na świecie. Powiedział mi, że dlatego nam w danej chwili może się wydawać, że Bóg nas nie wysłuchał, lub że zrobił coś zgoła innego niż to o co go prosiliśmy w modlitwie. Ale gdy poczekamy do ostatecznego rozwiązania, to się okaże, że Bóg spełnił nasze prośby najlepiej jak to było możliwe.
- Wiesz co jeszcze powiedział?
- Mów kochanie – spojrzała czule na swoją malutką mądralę.
- Że najlepiej przetrwać trudne chwile pogrążając się w ufności do Boga. Tak jak to zrobił Pan Jezus wisząc na krzyżu. Więc ja obiecałam sobie, że mu zaufam – że zaufam Bogu tak… tak mocno. Najmocniej jak umiem. I pomyślałam sobie, że skoro ufam Bogu, to mogę spokojnie mu zawierzyć, że on zna rozwiązania mojego problemu i że znajdzie sposób, by mi dopomóc. A skoro Bóg je zna, to znaczy, że one już są w jego kieszeni… Wystarczy, że sięgnie w odpowiednim czasie po nie i już. Dlatego postanowiłam, że nie będę Boga prosić, ale będę mu dziękować, za to co już mam… Ksiądz powiedział jeszcze, że Bóg zna nasze modlitwy i prośby zanim je pomyślimy.
Magda mówiąc te słowa była pełna jakiegoś wewnętrznego blasku. Jej twarz się rozpromieniła a oczy błyszczały.
- Żeby to było takie proste – pomyślała Elżbieta.
- Ty jesteś już taka mądrótka – powiedziała do córki i przytuliła ją mocno ściskając. Poczuła, jak łzy wzruszenia napływają jej do oczu.
- Oj, bo mnie wyciśniesz! – powiedziała ze śmiechem dziewczynka.
Roześmiały się obydwie. Tak rzadko się ostatnio śmieje. A przecież Elżbieta od zawsze postrzegana była jako osoba o wesołym usposobieniu. Wielokrotnie słyszała od przyjaciół i znajomych, że najpierw widać jej wielki uśmiech, a potem dopiero ją.

Teraz, po tej kolejnej scysji, Elżbieta wiedziała już, że nie chce być ze swoim mężem. Miłość odeszła, przestała istnieć. Lecz jak ma sobie poradzić ze swoją tęsknotą za szczęśliwym życiem? Mąż okazał się niezdolny do tego, by dać jej rękojmię zaufania, na której mogłaby się oprzeć przy budowie przyszłości swojej i swojej rodziny. Dzisiaj, gdy zaczęła się go szczerze bać to zrozumiała, że wspólne życie nie jest możliwe.
- Ileż razy można przejść do porządku dziennego nad groźbami, że któregoś dnia ktoś mnie zabije? – powiedziała do siebie.

Postanowiła, że sama też pójdzie do tego księdza, katechety swojej córki, by usłyszeć… Może on powie jej coś takiego, co pomoże jej przetrwać. Zajrzała do tornistra Magdy i odszukała plan lekcji swojej córki. Religia będzie w czwartek o jedenastej.
W wyznaczonym dniu stanęła pod drzwiami klasy, w której odbywały się zajęcia z religii. Gdy zadzwonił dzwonek dzieci wybiegły na korytarz. Hałas był nieznośny.
- Jak Ci nauczyciele to znoszą? – pomyślała.
Gdy zajrzała do klasy, zobaczyła szpakowatego mężczyznę w średnim wieku otoczonego gromadką roześmianych i wesołych dzieci. Widać było, że dzieci naturalnie lgną do tego człowieka w sutannie.
- Niech ksiądz powie, dlaczego Adam i Ewa popełnili grzech pierworodny?
- Pismo święte mówi, że nie posłuchali Pana Boga i dlatego Pan Bóg wygnał ich z raju.
- Ale przecież dzięki temu mogliśmy się urodzić prawda?
- Tak Jacku. To prawda – pogłaskał chłopca po głowie.
- Czy to znaczy, że nie było by nas, gdyby Adam i Ewa wtedy nie zgrzeszyli?
- To trudne pytanie, ale bardzo dobre. Myślę, że powinieneś je zadać Panu Bogu i poczekać na jego odpowiedź. Jesteś bardzo mądry. Pewnie zostaniesz filozofem, co?
W tym momencie zauważył stojącą w drzwiach klasy Elżbietę. Uśmiechnął się do niej i skinieniem głowy wskazał na dzieci, chcąc się wytłumaczyć przed nią, że najpierw musi uporać się z tą rozszczebiotaną gawiedzią. Rozłożył ręce i zaczął to stadko owieczek bożych zaganiać w stronę wyjścia.
Gdy wreszcie udało mu się wyprowadzić wszystkie dzieci z klasy, podszedł do Elżbiety wyciągnął do niej rękę i najnormalniej w świecie uścisnął jej dłoń. Elżbieta zawsze czuła się zakłopotana w kontaktach z osobami duchownymi. W tym przypadku jednak szybko się przekonała, że ma do czynienia z człowiekiem, który nie zamierza za wszelką cenę zachować barier wynikających ze swojej pozycji społecznej.
- Mam na imię Krzysztof. W czym mogę pani pomóc? – powiedział do niej z uśmiechem.
- Widzi ksiądz, ja przychodzę w nietypowej sprawie do księdza – Elżbieta nerwowo rozglądała się po klasie, co nie uszło uwadze duchownego.
- O co chodzi? – zapytał.
- Nie jest mi łatwo… Nie wiem od czego zacząć?
- Najlepiej od początku – powiedział i uśmiechając się wskazał jej miejsce w uczniowskiej ławce.
Usiadł obok.
- Proszę się nie krępować. Jeżeli tylko potrafię pomóc to z przyjemnością to uczynię. Mamy troszkę czasu, bo właściwie skończyłem zajęcia, a ta klasa nie będzie używana. Możemy tu rozmawiać.
Elżbieta spojrzała w oczy tego mężczyzny. Zauważyła w nich jakąś niewysłowioną dobroć. On położył swoją dłoń na jej dłoni i patrząc jej w oczy skinął głową na zachętę. Chwilę milczeli.
- Moja córka uczęszcza do księdza na lekcje religii… Magda z piątej c…
- Tak, wiem. Spotkaliśmy się przecież na kilku zebraniach z rodzicami, czyż nie?
- Tak, to prawda.
- Jestem zagubiona, bo świat wali mi się na głowę – powiedziała.
- Domyślam się, że wiem o czym pani chce powiedzieć. Pamiętam rozmowę z Magdą…
Elżbieta popatrzyła na księdza i skinęła głową na znak, że chodzi właśnie o sprawy rodzinne. On kontynuował:
- … kiedy powiedziała mi, że modli się o to, by jej tata… by pani mąż dał wam spokój. To smutne. Ale stanowi to dowód czegoś, czego świadkiem są Państwa dzieci. Jakże często bywa w życiu tak, że nasze otoczenie nie zdaje sobie sprawy z tego, że jesteśmy ofiarami przemocy domowej. Na pozór przykładna rodzina jest nękana przez brutalne znęcanie się nad bliskimi. Cisza trwa tak długo, jak długo wstyd ofiar jest silniejszy od bólu wyrządzanego przez oprawcę. Mogę tylko domyślać się tego, co się dzieje w pani życiu. Dobrze się jednak dzieje, że zaczęła Pani poszukiwać dróg wyjścia z tej sytuacji. Z pewnością zwykłe milczenie nie rozwiązuje problemu.
- No tak, ale co mam zrobić w tej sytuacji, proszę księdza?
- Przede wszystkim proszę nie tracić nadziei bo nie jest Pani sama. Bóg jest z Panią. Nie jest Pani w stanie sobie nawet wyobrazić jak potężne procesy powołał On do życia w Pani intencji. Czy widziała Pani gwiazdy na niebie? Czy wie Pani, że Słońce jest tylko malutką kropeczką we wszechświecie? A wszystko to zostało powołane do życia w konkretnym celu. Malutki, najmniejszy atom i najmniejsza część materii go tworzącej są Jemu znane. Bóg pamięta o wszystkim i wszystko rozumie. U niego nie ma miejsca na przypadek. Choć my tego nie jesteśmy w stanie pojąć, to „Boska Księga Żywota” jest już zapisana od początku do końca.
- Jak to możliwe? Czy to oznacza, że wszystko jest już zapisane i my nie mamy wpływu na nasze losy? A gdzie nasza wolna wola, którą ponoć Bóg nas obdarzył? – zapytała Elżbieta.
- Wiem, że trudno te dwie sprawy ze sobą pogodzić, pani Elżbieto. Nam może się to nie udać… Ale to co nie jest wykonalne dla człowieka, dla Stwórcy może być niczym przysłowiowa bułka z masłem. Kiedyś miałem ten sam dylemat. Było tak do czasu, gdy nie zagrałem w szachy z komputerem. Zastanowiło mnie, że komputer potrafił zareagować na każdy mój ruch. Zdałem sobie sprawę, że na dysku komputera są zapisane wszystkie możliwe operacje i dlatego maszyna była zdolna do reakcji adekwatnych dla moich wyborów. Może podobnie jest ze wspomnianą „Boską Księgą Żywota”? Ja dla swoich potrzeb przyjąłem, że tak jest. Dlatego potrafię zaufać Bogu w to, że On ma odpowiedź na moje wołanie. Ufam mu bezgranicznie, bo wierzę, że on mnie kocha i dlatego z pewnością działa dla mojego dobra i dąży do tego najkrótszą i najlepszą drogą. Tak naprawdę to ja nawet to wiem. Doświadczam tego w każdym momencie swojego życia. Ale nawet, gdyby miało być tak, że moje dobro nie ma tu żadnego znaczenia, to wierzę w Boski Plan. I jestem wdzięczny Panu, że powołał mnie do uczestnictwa w jego realizacji. Wierzę w absolutną mądrość stwórcy i dlatego mogę śmiało przyjąć, że plan ten jest absolutnie mądry i dobry.
Odpowiedź na moje prośby przychodziła zawsze. Często była ona bardzo zaskakująca. Przychodziła w niespodziewany sposób i z nieprzewidywalnej strony. Naprawdę jest tak, że są na tym świecie rzeczy, które się nawet filozofom nie śniły, pani Elżbieto. Proszę się zastanowić nad tym, co powiedziałem. Najcenniejsze są pani własne wnioski, które uzyskać może pani jedynie w drodze własnego doświadczenia.
Elżbieta wysłuchała uważnie tego co powiedział ksiądz Krzysztof. Wyczuwała w jego głosie szczere przekonanie o tym, o czym mówił. Nigdy wcześniej nikt z nią tak nie rozmawiał.
- Czy powiedział ksiądz, że moja ufność do Boga jest kluczem do rozwiązania moich problemów?
- Ufność do Boga daje moc przetrwania najtrudniejszych chwil w naszym życiu. Gdy powierzyłem mu swój los, gdy to przeświadczenie wypełniło moją całą istotę, to poczułem głęboką jedność z Bogiem. Zacząłem pojmować, że jest on moim życiem. Najcenniejszym darem jaki mi ofiarował jest on sam. To samo dotyczy każdego człowieka, każdego zwierzęcia, każdej rośliny i wszelkich innych istot żyjących w świecie widzialnym i niewidzialnym. Ufność… Jakże jest ona potrzebna rozbitkom na środku oceanu. Ufność jest źródłem nadziei, że Bóg nam dopomoże, że na horyzoncie pojawi się ląd lub, że w pobliżu przepłynie statek, który podejmie nas na pokład. Nadzieja… To życie pełne wiary w spełnienie naszych pragnień. Nadzieja to po prostu życie. Gdy tracimy nadzieję to tracimy także wolę wytężenia wszystkich sił potrzebnych nam do przetrwania trudnego okresu naszego życia.
- Skoro powołał się ksiądz na przykład rozbitka to chcę zauważyć, że przecież nie wszyscy rozbitkowie zostali uratowani, choć może żywili najgorętszą ufność dla Boga i pokładali w nim nadzieję – powiedziała Elżbieta.
- To prawda. Ale jestem przekonany, że mając tą nadzieję zrobili wszystko co w ich mocy, by się nie poddać, by wytrwać. Jestem przekonany, że człowiek, który pokłada nadzieję w rękach Boga otrzymuje od niego dar życia – choćby nawet je postradał w jakiejś tragicznej dla siebie sytuacji. To nie wstyd ulec, lecz źle się dzieje, gdy po prostu się poddajemy i zakładamy bezradnie ręce. Gdy ufność i nadzieja zostaną poparte czynem następuje nasze zbliżenie się do rozwiązania problemu, z którym się borykamy. Rozbitek na środku oceanu sięga po wszystko, co może mu służyć do tego, by utrzymać się na powierzchni. Jeżeli to jest człowiek ufający Bogu, to nigdy nie poświęci życia lub zdrowia innego człowieka, by ratować siebie. Tak naprawdę nie będzie dążył do pozbawienia drugiego czegokolwiek, co jest w jego posiadaniu. Raczej będzie wspierał drugiego podtrzymując go na duchu – to jest czyn. Ktoś inny, kto znajduje się w trudnej sytuacji życiowej, znajduje w sobie odwagę, by wreszcie zwrócić się o wsparcie do osób lub instytucji powołanych do niesienia pomocy. To też jest czyn zbliżający do rozwiązania. A najważniejsze moim zdaniem jest to, by nie zakopywać swoich talentów. Bóg dał talenty każdemu z nas! Pokażmy je naszym bliskim, przyjaciołom, a nawet całemu światu.
- Czy mój talent – jeżeli go posiadam… Czy on może mi być pomocnym w rozwiązaniu moich problemów rodzinnych?
- Z całym przekonaniem twierdzę, że tak. Gdy odkryje pani swoją pasję, wówczas pojawią się nowe możliwości i horyzonty, których dziś pani nie dostrzega, a dzięki którym pani życie stanie się bardziej spełnione. Spełnione życie jest źródłem szczęścia dla każdego człowieka. A szczęście… no cóż od niego zaczyna się zgodne życie rodziny i wszystkich jej członków. I tak koło się zamyka.
Ksiądz spojrzał na nią pytającym wzrokiem, jakby chciał ją zachęcić do podjęcia decyzji, czy ta rozmowa ma trwać dalej, czy też już powinna się zakończyć. Elżbieta usłyszała pogląd duchownego. Tylko czy to co usłyszała zaspokoiło jej oczekiwania co do celu tej rozmowy?
- Obawiam się, że to co usłyszałam tu dzisiaj jest zbyt ogólnikowe i jako takie nie może mi się przydać w moim konkretnym przypadku – powiedziała.
- Nie mam prawa dokonywać za panią wyboru drogi, jaką powinna pani podążyć. Mogę jedynie powiedzieć pani jak ja radzę sobie z trudnościami. Po prostu żywię nadzieję w Opatrzność Bożą i czerpię z niej siłę oraz robię wszystko co w mojej mocy, by swoim trzeźwym i przemyślanym czynem dać Bogu szansę na udzielenie mi pomocy. Dotychczas zawsze mi pomagał, a jego pomoc docierała do mnie – często z najbardziej niespodziewanych stron.
Elżbieta pokiwała głową z prawdziwym zrozumieniem tego co powiedział. Zrozumiała, że nie otrzyma od niego konkretnej odpowiedzi na temat tego, co ma uczynić ze swoim życiem, a w szczególności ze swoim małżeństwem. Trudno by było oczekiwać, by ksiądz zachęcał ją do rozstania się ze swoim mężem. Dlatego postanowiła o to go nie pytać. Ale i tak poczuła, że otrzymała wiele istotnych informacji na temat sposobu patrzenia na życie w ogóle. Wstała… Na pożegnanie zamieniła z księdzem jeszcze kilka grzecznościowych zdań i wyszła z klasy. Gdy znalazła się poza budynkiem szkolnym spojrzała w niebo i powiedziała:
- Więc dobrze! Postanowiłam, że Ci zaufam z całego serca i z całej duszy! Pokładam w Tobie całą swoją nadzieję! Tam gdzie zaczyna się nadzieja, zaczyna się życie – moje życie, którym Ty jesteś Boże.
Z taką postawą Elżbieta przeszła przez trudny okres separacji. Ostatecznie rozstała się z mężem, który przechodził sam siebie w zadawaniu jej ran cielesnych i psychicznych. Dzięki nadziei przetrwała ten ciężki czas. Dzięki nadziei znajdowała siłę by przeciwstawić się sytuacji i obronić swoje dzieci przed napadami chorego małżonka. Odkryła w sobie talent, którego się wcześniej nie spodziewała. Zaczęła się realizować w pracy na rzecz ofiar przemocy w rodzinie. Ileż to razy wypowiedziała dobrze znane sobie słowa:
- Nie trać nadziei bo nie jesteś sam. Twój Bóg jest z tobą. Nie jesteś w stanie sobie nawet wyobrazić jak potężne procesy powołał On do życia w twojej intencji.

PRAWDA CIĘ WYZWOLI

PRAWDA CIĘ WYZWOLI

Pamiętacie, kiedy byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o tym, jakie będzie wasze życie? Biała sukienka, książę z bajki, który zaniesie was do zamku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyliście. Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki – byli na wyciągnięcie ręki. Ostatecznie dorastacie. Pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki znikają. Większość ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko stanie się prawdą. [...] Pod koniec dnia, wiara to zabawna rzecz. Pojawia się, kiedy tak naprawdę tego nie oczekujesz. To tak, jakbyś pewnego dnia odkrył, że baśń może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. Zamek, cóż, może nie być zamkiem. I nie jest ważne „długo i szczęśliwie”, ale „szczęśliwie” teraz. Raz na jakiś czas, człowiek cię zaskoczy, i raz na jakiś czas człowiek może nawet zaprzeć ci dech w piersiach.

PODEJMIJ RYZYKO

Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los.

Bowiem każdego dnia wraz z dobrodziejstwami słońca Bóg obdarza nas chwilą, która jest w stanie zmienić to wszystko, co jest przyczyną naszych nieszczęść. I każdego dnia udajemy, że nie dostrzegamy tej chwili, że ona wcale nie istnieje. Wmawiamy sobie z uporem, że dzień dzisiejszy podobny jest do wczorajszego i do tego, co ma dopiero nadejść. Ale człowiek uważny na dzień, w którym żyje, bez trudu odkrywa magiczną chwilę. Może być ona ukryta w tej porannej porze, kiedy przekręcamy klucz w zamku, w przestrzeni ciszy, która zapada po wieczerzy, w tysiącach i jednej rzeczy, które wydaja się nam takie same. Ten moment istnieje naprawdę, to chwila, w której spływa na nas cała siła gwiazd i pozwala nam czynić cuda. Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć. Magiczna chwila dnia pomaga nam dokonywać zmian, sprawia, iż ruszamy na poszukiwanie naszych marzeń. I choć przyjdzie nam cierpieć, choć pojawią się trudności, to wszystko jest jednak ulotne i nie pozostawi po sobie śladu, a z czasem będziemy mogli spojrzeć wstecz z dumą i wiarą w nas samych.

Biada temu, kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie – bowiem zawsze dogania nas przeszłość – usłyszy głos własnego sumienia: „A co uczyniłeś z cudami, którymi Pan Bóg obsiał dni twoje? Co uczyniłeś z talentem, który powierzył ci Mistrz? Zakopałeś te dary głęboko w ziemi, gdyż bałeś się je utracić. I teraz została ci jedynie pewność, że zmarnowałeś własne życie.”

Biada temu, kto usłyszy te słowa. Bo uwierzył w cuda, dopiero gdy magiczne chwile życia odeszły na zawsze.

Nad brzegiem rzeki Życia usiadłam i płakałam…

…………….

Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię.

Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.

Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie.

Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią.

Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę.

Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości!

Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie.

Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).

Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi… Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę.

Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią, po razpierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze.

Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.

Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył.

Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.

Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem.

Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym „kocham cię”, a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.

Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.

Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.

Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć „jak mi przykro”, „przepraszam”, „proszę”, dziękuję” i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.

Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni.

734080_435963453149206_1666880521_n

PROŚBA

Powiedz mi Panie, czy ja jeszcze kiedyś w życiu usłyszę słowa:
Jesteś miłością mego życia, na taką kobietę zawsze czekałem
taką kobietę zawsze u swego boku mieć chciałem
Powiedz mi Panie, czy ja kiedyś wypowiem te słowa:
Kocham Cię nad życie i tylko z Tobą chcę zacząć wszystko od nowa
Dałeś nam przecież przykazanie, abyśmy się wzajemnie miłowali
A my wobec miłości jesteśmy tacy mali
Jak kulą w płot celujemy
Głową muru obojętności przecież nie przebijemy
Powiedz mi Panie dlaczego zawsze kochamy tego,
Kto nie jest wart zachodu naszego
Powiedz mi Panie dlaczego pogardzamy tymi co nas adorują
Zadajemy im cierpienie i źle się w naszym towarzystwie czują
Dlaczego ten świat tak schrzaniłeś
I gdzieś tam u góry nas nie naznaczyłeś
Kto powinien być komu przypisany
I do końca dni zakochany i oddany
Powiedz mi, czy istnieje miłość prawdziwa,
Taka oddana, bezinteresowna i uczciwa
Dlaczego tylko wybrańcy miłości i wzajemności doświadczyli
A pozostali egzystują po to, żeby tym pierwszym zazdrościli
Przecież zazdrość też jest grzechem
Czyż nie piękniejszy byłby świat wypełniony tylko śmiechem
Czyż nie piękniej by było abyśmy wszyscy ze wzajemnością się kochali
i żadnych powodów do cierpień i smutków sobie nie przysparzali
Musisz swój błąd naprawić, aby móc nas wszystkich od cierpień wybawić.

MODLITWA

Panie Jezu, pragnę być taki, jak Ty – pełen miłości, szacunku, ciepła. Pragnę byś uzdrowił moje zagubione człowieczeństwo, bym na nowo przejrzał, odnalazł sens swojego życia, cel, który mi wyznaczyłeś i drogę, którą mnie powołałeś… Spraw, Panie – aby w każdym moim czynie, słowie przejawiała się Twoja miłość… Wierzę, że jesteś Stwórcą wszelkiego stworzenia i tylko Ty masz klucz do pełni mojego szczęścia – ufam, Tobie – wiem, że masz moc przemienić każde serce, nawet najokrutniejsze, zatwardziałe, Twoja miłość kruszy kajdany zniewolenia, jest balsamem dla mojej duszy… Koi zranione serce, podnosi moje grzeszne oblicze…
Nie chcę, Panie dłużej już tak żyć – proszę, odmień moje życie, wylej na mnie zdroje Twego miłosierdzia, obdarz mnie łaską niezachwianej ufności i dojrzałej miłości wobec bliźnich, pragnę być Twój, pragnę żyć z Tobą, dla Ciebie… Otwórz moje oczy na Twoją świętą obecność, otwórz moje serce, pozwól mi usłyszeć Twój głos, ucisz krzyk, odbierz lęk, wewnętrzny niepokój i pozwól mi siebie usłyszeć, doświadczyć, oddaje się Tobie, w Twe święte ramiona… Proszę, weź wszystko z mojego życia, wszystko – co przeszkadza mi w życiu do świętości, przebacz mi moje winy, winy dawnych pokoleń… Wlej do mojego serca Twego Świętego Ducha, niech mnie wypełnia, prowadzi do Ciebie, Jezu proszę Cię o nadzieję, wiarę, odwagę, niech wszelkie cnoty będą moim bogactwem… Proszę o chleb powszedni dla mojej rodziny, bliskich przyjaciół, o błogosławieństwo dla ludzi chorych, samotnych, niechcianych, ubogich, dla matek, które popełniły aborcję, dla ojców, którzy się wyrzekli swych dzieci… Uzdrów moje relacje ze wszystkimi, których zesłałeś na moją drogę, proszę Cię – o siłę, abym mógł przebaczyć tym, co mnie skrzywdzili – wybaczam tym wszystkim, co umarli i oddaję ich Twojemu miłosierdziu… Proszę Panie o cierpliwość, o umiejętność dostrzegania w każdym człowieku dobra, Twojej obecności – naucz mnie Panie patrzeć na ludzi Twoimi oczyma… Panie, proszę – chcę z Tobą być, na całą wieczność – proszę, wejdź teraz, wejdź do mojego serca, bądź Jego Panem, Króluj w nim, posprzątaj w moim życiu, przebacz mi wszystko to, w czym zgrzeszyłem – proszę odnów mnie, ja ślubuję podążać za Tobą, zapraszam Cię do mojego życia, teraz i na wieki, przyjdź do mego serca Panie, pragnę Twej miłości…

531029_403193969753927_1301730454_n

JA I INNI

Jedną z najbardziej podstawowych potrzeb ludzkich jest relacja z kimś komu możemy zaufać. bliskość to zaufanie. Mogę ci ufać bo wiem że nie użyjesz mnie do swoich celów. ty wiesz o mnie że nie chcę cię wykorzystać chcę cię poznać, dotykać , słuchać. chcę się z tobą cieszyć . Prawdzie życie to spotkanie z drugim człowiekiem. największy wpływ na poziom szczęścia i spełnienia mają relacje z innymi ludźmi. Jedna ludzka istota czyni wiele dobrodziejstw w naszym życiu . Nie ważne kim jest ta osoba, kobietą czy mężczyzną , nie ważne ile ma lat . Ważne że można pójść do niej ,można śmiać się z nią i płakać koło niej.Bliskość to trudna sztuka życia która wymaga wysiłku i wyrzeczeń .Nie zawsze chcemy nauczyć się bliskości , bo kiedy robi się trudno, nie przyjemnie to nie wytrzymujemy, odchodzimy, bo po co się męczyć, iść na kompromis , negocjować jak można bez wysiłku emocjonalnego znaleźć płaskie , puste kontakty.Bliskość staje się nie modna a nawet w złym stylu a przecież poziom zdrowia psychicznego można zmierzyć stopniem zdolności do budowania trwałych ważnych związków z innymi. Nie liczy się ilość ale jakość.
Bliskość jest bezpiecznym braniem i bezpiecznym dawaniem. Oparta jest na szczerości .To jest swoista umowa że będziemy sobie szczerze mówić o tym co dzieje się w naszej relacji , co nas zabolało, co nas uszczęśliwia . Jeżeli możemy mówić bez osądzania to wydarzy się coś najcenniejszego dla naszej psychiki- zintegrujemy najboleśniejsze i najbardziej wstydliwe i odrzucone części siebie.Jeśli przyjaciel potrafi okazać nam współczucie i akceptację dla tych niegodnych miłości części nas, wówczas nam łatwiej je zaakceptować. Bliska osoba sprawia że odważniej patrzymy w przyszłość, szybciej podnosimy sie po emocjonalnych upadkach i zawodach, jesteśmy mniej podatni na ból. wszystko co wzmacnia uczucie bliskości jest uzdrawiające a to co wzmacnia izolację i samotność prowadzi do cierpienia, choroby i śmierci.
Energia emocjonalna jest paliwem dla ludzkiego ciała i duszy. Przemiana pod wpływem dobrych uczuć dokonuje się na poziomie komórkowym naszego ciała. Naprawdę zdrowiejemy gdy nie chronimy swojej miłości żadnym pancerzem. Żyjemy w kulturze w której wszystko co nie intelektualne uważane jest za słabość-INTUICJA, DUCH, DUSZA SERCE, MIŁOŚĆ, BLISKOŚĆ. Jednak w krytycznych sytuacjach, momentach których pełne jest życie te delikatne,słabe przymioty okazują się o wiele mocniejsze od intelektu, ponieważ to dzięki nim możemy stawić czoła zdarzeniom i nie dać się staranować. Żyjemy w czasach dyktatury techniki która sprawia że coraz łatwiej oderwać się od innych ludzi i od siebie. Zagłuszamy się nawzajem dźwiękiem i szumem medialnym.
Bliskie relacje są wymagające ponieważ wymagają od nas słuchania , otwierania i akceptowania różnic i inności. Bliskość jest ryzykowna i może okazać się bolesna a my boimy się cierpienia , odrzucenia. W stosunkach z bliskimi nie można mieć oczekiwań Nikt nie będzie tym, kim chcesz aby był, ani nie będzie robił tego czego ty oczekujesz by robił. Musisz zaakceptować go takim jakim on jest . polubić jego jako człowieka i w jego osobie zobaczyć siebie , po to by móc wzrastać i rozwijać wspólne relacje. Nie uda się poznać siebie samego będąc samotnym .Tylko w relacjach z innymi poznajemy siebie samych.